Świat filmu, recenzje, opisy, wydarzenia - zapraszam na stronę dla miłośników X Muzy!
niedziela, 30 listopada 2014

Nie trzeba chyba nic więcej dodawać - 18 grudnia 2015.

23:46, michal.broniszewski , Wydarzenia
Link Dodaj komentarz »

reż. Francis Lawrence


Wzorem innych popularnych serii filmowych - "Zmierzchu" czy "Harry Pottera", finał "Igrzysk Śmierci" również został podzielony na dwie części. Pierwsza z nich od tygodnia gości już w naszych kinach, święcąc frekwencyjne triumfy.

Starałem się przed seansem nie czytać za wielu opinii, by niczym się nie sugerować. W kilki, które trafiły w moje ręce, było zaskakująco dużo negatywnych ocen, czego już po obejrzeniu "Kosogłosu" nie mogę za bardzo zrozumieć. Według mnie Francisowi Lawrence'owi zwyczajnie się udało. Po decyzji wytwórni ciężko jest przecież utrzymać widza w napięciu w tej pierwszej odsłonie finału, gdzie z góry wiadomo, że najbardziej efektowne sceny, największa ilość akcji została odłożona do ostatniego filmu.

Owszem, może i w "Kosogłosie" za wiele się nie dzieje pod względem akcji, ale jest za to klimat, jest napięcie, jest dramaturgia i jest też mała krzta humoru. Większość czasu zajmują tu raczej rozważania głównych bohaterów nad tym, co dopiero ma się wydarzyć i przygotowania do zbliżającej się nieuchronnie batalii pomiędzy Kapitolem a rebeliantami pod wodzą Katniss (Jennifer Lawrence).

W pierwszej części "Kosogłosu" obserwujemy więc przede wszystkim Katniss, która dochodzi do siebie po dramatycznych wydarzeniach z "W Pierścieniu Ognia" i powoli oswaja się z faktem bycia twarzą rewolucji, jedyną nadzieją dla wszystkich ludzi na obalenie dyktatury Prezydenta Snowa (Sutherland). Katniss do nowej roli przygotowują pomysłodawcy całej rebelii - prezydent Dystryktu 13 Alma Coin (Julianne Moore), starzy znajomi Haymitch i Effie (Harrelson i Banks) oraz Plutarch Heavensbee (pożegnalna rola Phillipa Seymoura Hoffmana, który absolutnie kradnie tu cały show dla siebie). Plutarch chce by Katniss swoim zapałem, odwagą i niepokornym charakterem poniosła lud do walki. Ale na wszystko potrzeba przecież czasu. Poza tym Kapitol nie pozostaje dłużny rebeliantom - ich twarzą, która ma obalić zapędy niepokornych mieszkańców zostaje niespodziewanie Peeta (Hutcherson)...

Ja jestem na tak co do "Kosogłosu". Czułem, że Lawrence ma to wszystko sensownie przemyślane, nie ma w jego filmie niepotrzebnych scen, dłużyzn czy innych błędów. Jest za to kino, które podsyca oczekiwania przed finałem finałów, ale jednocześnie stanowi bardzo dobre preludium do ostatecznej rozgrywki. Sprawna reżyseria, efektowna realizacja i świetnie radzący sobie aktorzy - prym wiedzie Hoffman, ale i Jennifer Lawrence udźwignęła po raz kolejny spory ciężar ze sporą wprawą. A w drugim planie bryluje Julianne Moore a także Jeffrey Wright i Liam Hemsworth.

Osobną kwestią jest znakomity jak zwykle soundtrack - końcowy kawałek Lorde to niejako wisienka na torcie. Polecam posłuchanie całego albumu - wszystkie piosenki inspirowane filmem brzmią czadowo. To taki fajny smaczek do posłuchania po obejrzeniu "Kosogłosu".

Czekamy więc z utęsknieniem na pożegnanie z Katniss Everdeen.

Moja ocena: 4,5

23:37, michal.broniszewski , Recenzje Kino
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 listopada 2014

Obejrzałem "Kosogłos Część 1". Jestem na tak. Więcej wkrótce!


14:03, michal.broniszewski , Dziennik
Link Komentarze (3) »
czwartek, 27 listopada 2014

"Pan" z Hugh Jackmanem, Rooney Marą i Amandą Seyfried prezentuje się, trzeba przyznać, okazale. 


15:48, michal.broniszewski , Recenzje Kino
Link Komentarze (1) »
środa, 26 listopada 2014

reż. Zach Braff

Na nowy film Zacha Braffa czekałem bardzo. Uwielbiam jego "Garden State" - to jeden z najważniejszych filmów mojego życia. Uwielbiam też "The Last Kiss" z Braffem w roli głównej,który wielu fanów, podobnie zresztą jak i ja uważa właściwie również za jego produkcję, choć reżyserem był przecież Tony Goldwyn a scenarzystą sam Paul Haggis. Wreszcie w 2014 Braff powrócił.

Na "Wish I Was Here" po słynnej akcji, zbierał pieniądze w internecie. Wreszcie film udało się dokończyć i ujrzał światło dzienne, a do polskich kin zawitał we wrześniu. Trzeba zaznaczyć już na wstępie, że "Wish I Was Here" jest filmem słabszym od "Garden State". Nie ma tej świeżości i klimatu co debiutancka produkcja Braffa. Ale Zachowi w pewnym sensie znowu się udało. "Gdybym tylko tu był" ciągle utrzymuje tak charakterystyczny styl dla twórczości tego aktora i reżysera. To niejako kolejny traktat egzystencjalny o życiowym zagubieniu, zmiksowanie komedii, obyczaju i dramatu. Pokręceni bohaterowie, którzy próbują skutecznie zmienić swoje życie na lepsze.

Braff wciela się tutaj w rolę Aidana Blooma, aktora na dorobku, ojca dwójki dzieciaków i męża atrakcyjnej Sary (Hudson). Rodzina utrzymuje się tylko dzięki dobrej pracy Sary i ojcu Aidana, który opłaca szkołę dla dzieciaków. Kiedy jednak Gabe Bloom (Mandy Patinkin) oznajmia Aidanowi, że ma zaawansowane stadium raka i wkrótce może umrzeć, nasz bohater wreszcie będzie musiał wziąć odpowiedzialność w swoje ręce.

"Gdybym tylko tu był" ma wiele naprawdę świetnych scen. Wzruszających,emocjonujących i zabawnych. Całościowo widać jednak scenariuszowe dziury i pod tym kątem film nie potrafi zakamuflować słabości. Aktorzy spisują się bez zarzutu i idealnie pasują do swoich ról. W drugim planie spotkamy jeszcze Josha Gada i Ashley Greene. I jak zwykle u Zacha ogromne znaczenie ma muzyka - soundtrack jest przedni, znajdziemy na nim dźwięki od takich wykonawców jak: Bon Iver,Gary Jules,The Shins, Cat Power i Coldplay czy Paul Simon. Za tą muzykę film Braffa dostaje ode mnie dodatkowe pół gwiazdki.

Nie czuję zawodu "Gdybym tylko tu był", ale nie czuję też entuzjazmu. Powrót Zacha Braffa był dla mnie bardzo ważny - mimo kilku niedociągnięć oceniam go dobrze. A ścieżki będę jeszcze z pewnością słuchał bardzo długo.

Moja ocena: 4,5

Tagi: Zach Braff
16:14, michal.broniszewski , Recenzje Kino
Link Dodaj komentarz »

Po prostu nie mogą tego zepsuć!!!


11:54, michal.broniszewski , Wydarzenia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 listopada 2014

Po "Draft Day" Kevin Costner pojawi się w kolejnym sportowym filmie w przyszłym roku. Tym razem w "McFarland,USA" będzie trenerem biegaczy.


23:51, michal.broniszewski , Wydarzenia
Link Komentarze (1) »

Tym razem wybrałem taką perełkę. Chyba już kiedyś tutaj było, ale co tam. Udanego tygodnia dla wszystkich!


12:43, michal.broniszewski , Dziennik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 listopada 2014

reż. Scott Frank

Kolejny film, w którym Liam Neeson wciela się w postać twardziela. W ogóle "Krocząc wśród cieni" jest produkcją niezwykle mocno osadzoną w schematach. Scott Frank ani przez moment nie potrafi nawet wyjść poza standardowe rozwiązania, a czasami niestety schodzi nawet poniżej pewnych standardów.

Trudno doszukać się tutaj sensownych wyjaśnień dla motywów postępowania bohaterów, zarówno jeśli chodzi o czarne charaktery jak i Matta Scuddera (Neeson), który jest  filmie centralną postacią. Neeson gra oczywiście przyzwoicie, ale w moim przekonaniu powtarza trochę swoje role z "Uprowadzonej" czy ostatnich thrillerów w jakich się pojawiał. I tak jest jednak jasnym światełkiem na ciemnej plamie jaką jest film Franka. No może jeszcze na plus dopisałbym zdjęcia Mihaia Malamare - zapewniające ciekawą formę wizualną i gęsty klimat opowieści. Ale pozostałe elementy są co najwyżej średnie.

Matt Scudder to były policjant, kiedyś mocno i często sięgający do kieliszka. Po jednej z akcji, w której zlikwidował trzech złoczyńców wycofał się z zawodu. Teraz dorabia jako prywatny detektyw, choć bez licencji. Matt dostaje właśnie zlecenie od dilera narkotyków Kenny'ego Kristo (Dan Stevens). Ma odnależć morderców i porywaczy jego żony. Zadanie okaże się trudne i bardzo niebezpieczne.

Niby Frank próbuje prowadzić swojego bohatera modnymi w kinie sensacyjnym ścieżkami i stara się wciągnąć widzów w swoją opowieść. Ale zwyczajnie mu to nie wychodzi - jest nudno, przewidywalnie i mało interesująco.

Za Neesona daję dodatkowe pół gwiazdki, ale i tak starczyło tylko na dwie i pół.

Moja ocena: 2,5

23:05, michal.broniszewski , Recenzje Kino
Link Komentarze (1) »

Oj, tak. "Szefowie Wrogowie 2" za tydzień będą już w kinach. Ja oczywiście najbardziej cieszę się z powrotu Kevina Spacey i zaskakującej Jennifer Aniston. Przyznajmy szczerze, rola w jedynce była jedną z najciekawszych w jej karierze. 


 
1 , 2 , 3 , 4
| < Listopad 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
Lista Przebojów z Ekranu
Polecane stronki
Recenzje
Skala Ocen
Specjalistka od Szablonów

web counter