Świat filmu, recenzje, opisy, wydarzenia - zapraszam na stronę dla miłośników X Muzy!
czwartek, 31 lipca 2014

Kolejna adaptacja książki, która może być światowym przebojem. Zwiastun wygląda obiecująco. 


16:22, michal.broniszewski , Wydarzenia
Link Dodaj komentarz »

reż. Tim Story  dystrybucja: TiM Film Studio

W Stanach spory sukces, świetne otwarcie i bardzo dobre wyniki finansowe. Tim Story został uznany za godnego rywala Tylera Perry wśród ulubionych reżyserów czarnoskórej publiczności. U nas film od razu ukazał się na płytach dvd. Nie ma co ukrywać, że jest to decyzja słuszna.Takie nazwiska jak Ice Cube czy Kevin Hart - w Stanach są rozpoznawalne mocno, a dla środowiska afroamerykańskiego Panowie są wręcz gwiazdami. W Polsce szerokiej publiczności mówią niewiele.

"Prawdziwa Jazda" to w mojej opinii średniej jakości komedia sensacyjna, nie wykraczająca ani przez sekundę poza dobrze nam znane schematy i oklepane motywy fabularne.

Wygadany Ben Barber (Hart) marzy o tym by dostać się do policyjnej akademii. Planuje też oświadczenie się swojej wielkiej miłości Angeli (Tika Sumpter). Angeli bardzo zależy by Ben dogadał się w końcu z jej bratem Jamesem (Ice Cube). James to twardy glina, który właśnie prowadzi śledztwo przeciwko groźnemu przestępcy Omarowi. Zmęczony ciągłymi naciskami siostry, postanawia "wyciągnąć rękę" do swojego szwagra i zabiera go na akcje policyjną. Jeden dzień na ulicy ma wybić z głowy Benowi myślenie o zostaniu gliną. Jak łatwo się domyśleć, sprawy pójdą w zupełnie innym kierunku.

Story w dość udany sposób trzyma tempo swojego filmu. Gorzej, że wypada on dość sztucznie - dowcipy są niezbyt zabawne, a sceny akcji mało przekonujące. Końcówka za to do bólu przewidywalna. Cube z Hartem stworzyli niezły ekranowy duet - jako dwie różne osobowości, choć show zabiera bardziej gadający jak najęty Hart. Pojawia się też w filmie jedna obsadowa niespodzianka, której oczywiście zdradzać nie będę.

Wydanie dvd niestety nie zawiera żadnych materiałów dodatkowych.

Moja ocena: 2,5

Tagi: dvd
12:00, michal.broniszewski , Recenzje Dvd i Blu-Ray
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 lipca 2014

Tak,tak. Wygląda na to, że nowy film Quentina Tarantino wejdzie do kin jeszcze w 2015 roku. To bardzo dobra wiadomość na koniec dnia.


20:05, michal.broniszewski , Wydarzenia
Link Komentarze (2) »

reż. Seth MacFarlane

Seth MacFarlane wyraźnie się rozkręca i jest na fali wznoszącej w Hollywood. Twórca "Family Guya" ma za sobą świetny debiut kinowy. Sam uległem opryskliwemu i mocno specyficznemu miśkowi "Tedowi", który podbił serca widzów na całym świecie, rozbawiając ich do łez. Potem Seth był nawet gospodarzem oscarowej gali, co mówiąc delikatnie poszło mu akurat dość średnio. Ale notowania u producentów ma bardzo wysokie i  jest jednym z najbardziej topowych komików w Stanach.

W tym roku światło dzienne ujrzał kolejny reżyserski projekt Setha "Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie".Opowieść o tchórzliwym Albercie (w tej roli Seth), którego właśnie rzuca dziewczyna (Seyfried), znudzona jego brakiem zaangażowania w pojedynek strzelecki. Ona szybko znajduje nowego wybranka (Neil Patrick Harris), a załamany Albert nosi się z zamiarem wyjazdu z miasta. Wtedy jednak pojawia się w nim tajemnicza Anna (Theron), która pomaga mu odzyskać wiarę w siebie.

Nie jest to już niestety poziom "Teda" - jednym z głównych czynników jest chyba fakt, że reżyser sam siebie obsadził w roli głównej, a aktorem jest słabym. Drugi to humor - MacFarlane słynie z ostrego, pełnego nawiązań do aktualnych wydarzeń dowcipu. Ale tutaj w większości postawił na humor oparty na gagach, polegających na robieniu kupy, albo wymiotowaniu.

Na szczęście znalazło się też kilka smaczków i pomysłów, które tej komedii moim zdaniem bronią. Pierwszym było obsadzenie Charlize Theron w roli żywiołowej Anny, która zakochuje się w głównym bohaterze i przekonuje go by wreszcie przestał być ślamazarą, by pokonał swoje słabości. Zapału,werwy i energii mogłoby Charlize pozazdrościć co najmniej kilka innych aktorek, to ona z całej obsady, zdecydowanie trzyma ten film w całości, od momentu gdy pojawia się na ekranie.

Drugim były elementy obśmiewające filmy o Dzikim Zachodzie -na przykład główny bohater Albert jest pasterzem...owiec, a nie bydła. Czarny charakter (Liam Neeson) nazywa się Clinch Letherwood co jest jawnym nawiązaniem do ikony westernów Clinta Eastwooda. Najlepszy przyjaciel Alberta Edward (Giovanni Ribisi) zakochuje się w miasteczkowej prostytutce, która chce czekać z seksem do ślubu, ale każdego dnia "użycza" ciała ponad 50 klientom. I wiele innych podobnych prztyczków w westernową mitologię.

No i smaczki - zdradzać nie będę, napiszę jedynie, że fani "Django", a przede wszystkim "Powrotu do Przyszłości" będą usatysfakcjonowani. 

"Milion Sposobów" z pewnością może trochę zaskoczyć fanów MacFarlane'a. Film wyszedł mu średnio, ale można się na nim pośmiać, a w dodatku popatrzeć jak aktorsko błyszczy Charlize Theron. Mam jednak nadzieję, że kolejnym filmem Seth wskoczy na ten wyższy, znany z "Teda" level.

Moja ocena: 3,5

 

44 lata kończy moim zdaniem najlepszy obecnie, obok Martina Scorsese oczywiście, reżyser na świecie.

Christopher Nolan lubi mówić o swoich filmach, o ich tworzeniu, ale jeszcze lepiej przemawiają jego dokonania. U mnie z Nolanem zaczęło się od "Memento", oryginalnego i przełomowego pod wieloma względami filmu. Potem była oczywiście trylogia o Mrocznym Rycerzu, ale przede wszystkim fenomenalna "Incepcja", film unikalny i wyjątkowo, który pewnie w historii kina już się nie zdarzy. Nolanowi życzę by "Interstellarem" sięgnął filmowych gwiazd!

Poniżej możecie posłuchać krótkiego wywiadu, w którym Chris opowiada o pracy nad "Incepcją".


11:02, michal.broniszewski , Wydarzenia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 lipca 2014

Plakaty koncepcyjne promujące "Avengers 2" bardzo przypadły mi do gustu. Nie ukrywam, że szczególnie ten ze Scarlett.


16:50, michal.broniszewski , Wydarzenia
Link Dodaj komentarz »

reż. Seth Gordon

Z tym filmem od początku miałem podstawowy problem. Polega on na tym, że nie lubię ani Jasona Batemana ani Melissy McCarthy. On zwyczajnie nie wydaje mi się jakoś specjalnie zabawny. Ona podobnie i jeszcze w dodatku podejrzewam Panią Melissę o bardzo niską skalę talentu aktorskiego. Komedia Setha Gordona ma też jedną istotną wadę - zamiast skupiać się na gagach i rozśmieszaniu widza, twórcy cały czas dążą do moralizatorskiego, bardzo amerykańskiego tonu, który nie pozwala ani na moment zgubić najważniejszego przesłania filmu.

Bohaterem "Złodzieja Tożsamości" jest Sandy Patterson (Bateman), księgowy, który pracuje w dużej korporacji. Marzy o zarządzaniu firmą i posiadaniu swojego gabinetu. Póki co jest jednak tylko pionkiem w całej układance, a w dodatku jego szef (Jon Favreau) co rusz zleca mu wykonanie przelewów premii dla zarządów, pomijając Sandy'ego i innych szeregowych pracowników. Patterson dzielnie to jednak znosi - ma na utrzymaniu rodzinę i spory dom. Pewnego dnia staje jednak w obliczu dramatycznej wizji - jego karta zostaje zablokowana, a na koncie pojawiają się pustki. Okazuje się, że Sandy padł ofiarą złodziejki tożsamości Diany (McCarthy). Policja i szefowie firmy nie chcą mu uwierzyć, więc Patterson postanawia sam dotrzeć do oszustki i sprowadzić ją z Florydy do Denver.

Zaśmiałem się na "Złodzieju" bodaj trzykrotnie. Gordon chciał połączyć film drogi,komedię i traktat o przyjaźni, rodzinie i wartościach, które są ważniejsze od wszystkich pieniędzy świata. Efekt okazał się niestety płytki, banalny i do bólu schematyczny. A przede wszystkim zupełnie nieśmieszny, co dla komedii nie jest najlepszą rekomendacją.

U Gordona zamiast gagów, dostajemy ckliwy finał i przesłanie o tym, że każdy potrzebuje drugiej połówki, przyjaźni, która pozwoli mu być sobą.

Mały bonus należy się tylko za epizod Erica Stonestreeta. Ci, którzy oglądają "Modern Family" mogą być w szoku.

Moja ocena: 2

13:41, michal.broniszewski , Recenzje Kino
Link Dodaj komentarz »

Ktoś mi wczoraj powiedział, że to był najbardziej oczekiwany zwiastun tego roku. Hmmm, ja może aż tak daleko bym nie szedł, ale nie ukrywam, że na zapowiedź ostatniej odsłony "Hobbita" też czekałem dość mocno. Trailer daje pewne poczucie tego, co Jackson zaserwuje nam na pożegnanie, ale moim zdaniem za wiele nie zdradza. Może to i lepiej. Jak to mówią fani tej serii - teraz byle do grudnia.


10:31, michal.broniszewski , Wydarzenia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 lipca 2014

Na razie niewiele zdradza, ale ważne, że już jest. Listopad niedaleko. 


16:57, michal.broniszewski , Wydarzenia
Link

reż. Brett Ratner

Kosztujący blisko 110 milionów dolarów nowy "Hercules" okazał się dokładnie takim filmem, jakim myślałem, że będzie. Całkiem strawnym, całkiem zabawnym, z efektownymi i mocno brutalnymi scenami walk (w Stanach trwały boje, aby film został jednak dopuszczony od 13 lat), z fabułą prostą, która nie bawi się w mitologizowanie głównego bohatera, tylko idzie dynamicznie do przodu.Oczywiście trzeba zaznaczyć, że nie ma co spodziewać się produkcji na miarę dzieł Nolana. Jednak moim zdaniem "Hercules" spod ręki Bretta Ratnera naprawdę daje radę.

Ratner od razu ucina spekulacje i analizy - jego opowieść oparta na komiksie "Hercules:The Tracian Wars" niewiele będzie miała wspólnego z legendami o mitycznym półbogu. Tutaj słynny heros (grany przez Dwayne'a "The Rocka" Johnsona, coraz bardziej przekonującego mnie do stwierdzenia, że nie jest takim drewniakiem jak kiedyś myślałem i potrafi grać, w dodatku w bardzo różnorodnym repertuarze) to najemnik podróżujący wraz z grupą wiernych towarzyszy - zapewniającego mu "reklamę" bratanka Jolaosa (Ritchie),przepowiadającego przyszłość Amfiaraosa (Ian McShane, najzabawniejsza postać w filmie), walecznego Autolykosa (Sewell), wybitnej łuczniczki Atalanty (Berdal) i milczka o ogromnej sile Tydeusa (Aksel Hennie). Sława Herculesa krąży jednak wśród ludzi, co owocuje kolejnymi ofertami. Jedna z nich pochodzi od króla Tracji Kotysa (John Hurt), który chce rozprawić się z zagrażającym jego Ziemiom Resosem. To zadanie okaże się jednak trudniejsze niż Hercules i jego przyjaciele zakładali.

Ratner pilnuje dość sprawnie, by tempo filmu nie spadło ani na chwilę. Dużo czasu poświęca więc na filmowanie kolejnych batalii, bardzo zresztą realistycznych i pozbawionych nadmiaru efektów specjalnych. Dante Spinotti ze swoim operatorskim talentem czuje się więc jak ryba w wodzie.

By jeszcze mocniej ubarwić historię swojego bohatera Ratner dopisuje mu "trudną przeszłość" - żal po stracie żony (pojawiająca się niestety tylko na kilka chwil dziewczyna Cristiano Ronaldo Irina Shayk) i dzieci, niesłuszne oskarżenia, które spowodowały, że musiał opuścić dwór króla Eurysteusza. W tych fragmentach film prezentuje się jednak najsłabiej.

Na szczęście dla reżysera liczy się przede wszystkim akcja i dobry humor - kilka one-linerów Amfiaraosa jest naprawdę przedniej marki (choć najlepszy, "Fucking Centaurs" i tak należy do Herculesa).

Jeśli więc szukacie niezobowiązującej kinowej rozrywki, w sam raz na wakacyjny weekend, "Hercules" to propozycja skrojona idealnie dla Was. Ode mnie film Ratnera dostaje solidną tróję z plusem.

Moja ocena: 3,5

Tagi: The Rock
13:45, michal.broniszewski , Recenzje Kino
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Lipiec 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Lista Przebojów z Ekranu
Polecane stronki
Recenzje
Skala Ocen
Specjalistka od Szablonów

web counter