Świat filmu, recenzje, opisy, wydarzenia - zapraszam na stronę dla miłośników X Muzy!
Blog > Komentarze do wpisu

Furia (Edge of Darkness)


reż. Martin Campbell

http://gfx.filmweb.pl/po/06/88/480688/7321981.3.jpg?l=1269344559000

Za powstaniem tego filmu stoją scenarzysta "Infiltracji" William Monahan oraz reżyser "Casino Royale" Martin Campbell. "Furia" jest też wielkim powrotem do aktorskiego fachu Mela Gibsona. W ciągu ostatnich lat ten Australijczyk stawał raczej po drugiej stronie kamery, tworząc w mojej ocenie filmy wielkie - "Pasję" i "Apocalypto". Potem było o nim głośno bardziej ze względu na wiadome wszystkim problemy osobiste. No i Gibson postanowił powrócić do grania, przypomnieć o sobie i oczywiście przy tej okazji zarobić trochę kaski. W "Furii" odtwarza postać detektywa Thomasa Cravena. Spotykamy go,gdy odbiera z dworca córkę-Emmę, z którą nie widział się od kilku lat. Emma pracuje jako asystent naukowy w dużym koncernie zajmującym się badaniami nad bronią nuklearną. Po kilkunastu minutach następuje tragiczne wydarzenie. Przed drzwiami domu Cravena Emma zostaje zamordowana. Policja początkowo podejrzewa,że stała się ona ofiarą zamachu na Thomasa. Załamany Craven postanawia za wszelką cenę dotrzeć do prawdy. Szybko okazuje się,że tak naprawdę celem była Emma, a za zabójstwem stoją jej mocodawcy, ale także wysoko postawiony senator i członek rządu amerykańskiego. Wszyscy oni zorientowali się,że Emma weszła w posiadanie wiedzy o ich nielegalnych praktykach i sprzedaży broni poza granice Stanów Zjednoczonych.Thomasowi nie będzie jednak łatwo zebrać dowody i złapać zabójców córki. Będzie musiał sięgnąć do brutalnych i pozbawionych skrupułów metod. Czy mu się to uda? Najciekawszą postacią "Furii" nie był jednak dla mnie Craven, ale bardzo fajnie zagrany przez Raya Winstone'a człowiek od czarnej roboty pracujący dla zabójców Emmy. Jego rozmowy z Thomasem o życiu i jego najważniejszych wartościach to najlepsze fragmenty tego filmu. Reszta to niestety trochę schemacik. Ojciec mszczący się za śmierć dziecka, za wszelką cenę próbujący zlikwidować wszystkich złych. Na szczęście końcówką scenarzyści troszkę wybrnęli z banału. Powrót Gibsona wypadł moim zdaniem trochę blado,nie przekonał mnie aktorsko, ewidentnie próbował zresztą nawiązywać do swoich dawnych ról, a już chyba nie czas na to. Ot,średniawka, którą można obejrzeć.

Moja ocena: 3
czwartek, 27 maja 2010, michal.broniszewski
Tagi: Mel Gibson
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/05/28 09:49:18
Nie wiem czy minus czy plusem jest to, że to jest remake serialu (jest na coś takiego słowo?), który trudno przebić choćby przez czas projekcji.
A kreacja Raya Winstone'a faktycznie de best :D
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Szymon Szostok

web counter