|
Blog > Komentarze do wpisu
Wszystko Co Kochamreż. Jacek Borcuch ![]() Lubię filmy Jacka Borcucha. Podobały mi się "Tulipany", choć nie uważam tego filmu za coś specjalnie wyjątkowego. Podobne odczucie miałem w przypadku najnowszej produkcji Borcucha czyli "Wszystko Co Kocham". To film, który bardzo fajnie się ogląda, dla wielu widzów może mieć nawet wymiar sentymentalnej podróży w przeszłość, ale nie mogę zgodzić się z zachwytami i entuzjastycznymi recenzjami, które mówią o nowej jakości w polskim kinie. U Borcucha trudno moim zdaniem odnaleźć jakieś nowości - jest to zgrabnie nakręcony, ładnie kadrowany przez Michała Englerta i przyzwoity pod względem aktorskim film, ale jeśli głębiej się zastanowić i przeanalizować akcję, w sumie jest to film...o niczym. Bo przecież nie wystarczy udana scenografia, nie wystarczy koncert kapeli punk-rockowej w szkole, który stanie się manifestem poparcia dla Solidarności, nie wystarczy skłócenie głównych bohaterów przez konflikt poglądowy ich rodziców - aby powiedzieć coś ważnego o okresie stanu wojennego. "Wszystko Co Kocham" dzieje się w 1981. Główny bohater Janek (Mateusz Kościukiewicz) jest liderem amatorskiej kapeli punk-rockowej WCK. Wraz z kumplami marzy o występie na festiwalu w Koszalinie, z niecierpliwością czeka na odpowiedź dyrekcji festiwalu czy jego zespół będzie mógł tam wystąpić. Ojciec Janka (Andrzej Chyra) służy w marynarce wojennej i co zrozumiałe 13 grudnia 1981 zostaje jak wszyscy wojskowi wezwany do przebywania w koszarach. Janek zakochuje się w Basi (Olga Frycz), której ojciec jest solidarnościowym działaczem. Gdy po rozpoczęciu stanu wojennego zostanie zabrany do aresztu, Basia zrywa z Jankiem obwiniając o wszystko jego ojca. Czy uda im się przetrwać trudny okres i na nowo odnaleźć miłość? To pytanie postawiłem trochę na siłę, bo tak naprawdę potem akcja przenosi się na trochę inne pola, a Basia powraca dopiero pod koniec filmu. Najfajniejsze momenty w filmie Borcucha to te, w których reżyser naturalnie pokazuje nam młodzieńcze fascynacje i problemy Janka - gdy wraz z kolegami podpatrują atrakcyjną sąsiadkę, panią Sokołowską (roznegliżowana Katarzyna Herman), gdy zimą na pierwszej tafli lodu grają w hokeja, gdy obawiają się o szanse występu na festiwalu czy wreszcie kiedy Janek odbywa pierwszą poważną i wzruszającą rozmowę z ojcem, zaraz po śmierci Babci. Najsłabiej "WCK" wypada kiedy chce być historycznym głosem. Film Jacka Borcucha jest ciekawą, ale nie w pełni udaną próbą opowiedzenia o trudnych latach 80-tych w bardziej pozytywny sposób. Za tą odwagę należy się Borcuchowi pochwała, bo próbował odejść od standardów polskiego kina. Nie ustrzegł się błędów, ale mimo wszystko jest to ważna próba. Na koniec jeszcze dwie kwestie. "WCK" to przecież także film o muzyce- niestety dźwięk w polskiej produkcji znowu jest fatalny, ze śpiewu głównego bohatera praktycznie nic nie można zrozumieć, a koncertowe fragmenty wypadają troszkę groteskowo. Szkoda. Druga rzecz to sposób reklamowania i mówienia o tym filmie. Czy naprawdę największym magnesem, który przyciągnie widzów do kin muszą być nagie piersi Herman i Frycz? A w wielu recenzjach i opiniach o tym filmie to właśnie ta kwestia podjęta jest już w pierwszych dwóch zdaniach. Podsumowując - "WCK" warto obejrzeć bo to całkiem przyjemny i naprawdę przyzwoity film, ale na pewno nie wyjątkowy. Moja ocena: 4 środa, 20 stycznia 2010, michal.broniszewski
Tagi:
Andrzej Chyra
TrackBack
Komentarze
agata744
2010/01/20 12:19:59
Szłam na to tydzień temu a wylądowałam na Holmsie.
2010/01/20 12:51:06
"...gdy zimą na pierwszej tafli lodu grają w hokeja", ech, to były czasy, choć jednak trochę późniejsze od tych w filmie. Mniej więcej takiej recenzji się tutaj spodziewałem, bo już na wstępie miałem podobne odczucia (a propo kampanii, szumu itp. itd.). Może obejrzę, więc póki co nie oceniam. Na pewno wyznacznikiem nie są dla mnie opinie Pana Kuby W., który tak jak w przypadku ostatniego filmu Smarzowskiego, także i tutaj robi reklamę na całego. Na trailerach ci chłopcy są dla mnie tacy zbyt amerykańscy, jeden ma nawet "fryz" ala dawny DiCaprio. Czy w Polsce wtedy tacy byli... zapytam rodziców.
A Olga Frycz ogólnie jako osoba jest zjawiskowa, co oczywiście nie czyni jej jeszcze dobrą aktorką. 2010/01/20 19:27:49
Wydaje mi się że Olga Frycz ma w sobie to coś.Będzie jeszcze o niej głośno.
2010/01/20 22:27:18
ja akurat raczej podchodzę do Olgi dość sceptycznie, tzn nie przekonuje mnie jako osoba,jako aktorka zresztą też. Ale rzeczywiście jest pewne, że usłyszymy o niej jeszcze nie raz.
Gość: hippie_killer, 85-222-37-4.home.aster.pl
2010/01/31 12:32:16
nie bardzo rozumiem zarzut do jakości dźwięku. chciałbyś, żeby ruski kosmos przepuszczony przez jakiś kijowy wzmacniaczyk zabrzmiał jak gibson przez marshalla? taki właśnie był punkrock w tamtych czasach. prawie nigdy nie dało się wyłuskać całego tekstu, tak to było zaśpiewane i nagrane. polecam (w celach poglądowych) zapoznanie się z kasetowym demo siekiery (o ile to jeszcze możliwe w dzisiejszych czasach). słowa nie da się zrozumieć, wszystko huczy i buczy, przegrywane z kasety na kasetę tysiące razy, a do dziś jest to pozycja kultowa. bo czuje się energię, o której też jest mowa w filmie.
2010/01/31 12:56:51
ja wiem,że taki był punk rock, mnie bardziej chodziło o udżwiękowienie całego filmu, szczególnie fragmentów z piosenkami bo jest to niestety bolączka wszystkich polskich produkcji, a tego typu filmie muzyka powinna niesamowicie nieść się po sali kinowej. Ale tak się nie dzieje.
|
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|