|
Blog > Komentarze do wpisu
Jakby nie było (Whatever Works)reż. Woody Allen
![]() Woody Allen po ogromnym sukcesie "Vicky Cristina Barcelona" na całym świecie, ze słonecznej Katalonii powrócił w kolejnym filmie do swoich standardów. Nowojorskie plenery, wnętrza mieszkań, kafejki i skomplikowane relacje damsko-męskie. I przede wszystkim rozliczne aluzje do siebie samego. To zawsze u Allena bardzo ceniłem i to właśnie sprawia,że "Jakby nie było", które początkowo wydało mi się filmem nudnym, oceniam jako przyzwoite kino. Głównym bohaterem Allen uczynił niejakiego Borisa Yelnikoffa (w tej roli znany amerykański komik Larry David) - podstarzałego Żyda, który żyje samotnie w Nowym Jorku narzekając na wszystko dookoła, jest człowiekiem pełnym fobii i przeróżnych dziwactw (np zawsze myjąc ręce śpiewa dwukrotnie "Happy Birthday Boris"). Boris próbował popełnić samobójstwo, skacząc z okna, ale skończyło się tylko na urazie nogi, co spowodowało,że teraz kuleje. Pewnego dnia Yelnikoff poznaje przypadkowo dwudziestoparoletnią Melody (Evan Rachel Wood), lekko naiwną dziewczyną, która niespodziewanie zainteresuje się naszym bohaterem. Początkowo Boris pozwala Melody zostać przez kilka dni w swoim mieszkaniu, ale z czasem ich znajomość przerodzi się w uczucie i...zakończy małżeństwem. Boris jest szczęśliwy, wszystko układa się dobrze. Po roku w Nowym Jorku zjawia się matka Melody (najlepsza w filmie rola Patricii Clarkson), która nie bardzo chce przyjąć do wiadomości związek swojej córki ze starszym facetem i za wszelką cenę próbuje znaleźć jej młodszego i bardziej atrakcyjnego kandydata. W kafejce natrafia na Randy'ego (znany z "The Tudors" Henry Cavill), który idealnie spełnia te kryteria, a w dodatku bardzo podoba mu się Melody. Życie naszych bohaterów mocno się skomplikuje. Polecam bardzo uważne oglądanie filmu, bo jak zwykle u Allena wszystko co najlepsze jest tutaj zawarte w dialogach. Sporo jest odniesień do bieżącej sytuacji społeczno-kulturowej, ale przede wszystkim Allen koncentruje się na analizie związków i wysnuwa wniosek - na prawdziwą miłość nigdy nie jest za późno i nie są w stanie jej blokować ani różnice wieku, ani żadne inne. Ważne, aby w pełni akceptować tą drugą osobę. Pewnie po cichu chciał pocieszyć samego siebie, ale w gruncie rzeczy przecież sporo w tym prawdy. "Jakby nie było" to z pewnością nie jest najlepszy film w karierze nowojorskiego mistrza, ale udanie wpisuje się w charakterystyczne elementy twórczości Woody'ego. Warto zobaczyć. Moja ocena: 4 niedziela, 03 stycznia 2010, michal.broniszewski
TrackBack
|
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|